czwartek, 20 lipca 2017

Gru, Dru i Minionki - książeczki pełne zabawy od Egmontu

Minionki podbijają świat od dobrych kilku lat. Te małe, żółte stwory są zabawne i zwyczajnie nie da się ich nie lubić. Niedawno do kin wszedł najnowszy film "Gru, Dru i Minionki" i z tej właśnie okazji wydawnictwo Egmont wydało serię książeczek z szalonymi stworami w roli głównej. Sprawdźcie sami!

 

 

 

 

"Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach"

Malutka formatowo książka pełna tajnych gadżetów i pojazdów, które znajdziecie w ostatnim filmie. Oprócz tego dokładny przewodnik po wszystkich filmowych postaciach, ich mocach. To książka, którą koniecznie musi mieć każdy prawdziwy fan Minionków. Dodatkowo podczas lektury dzieciaki powinny wypatrywać poukrywanych na stronach liter, które utworzą tajne hasło. Trzeba więc być uważnym i bystrym.
 Dodatkową frajdą jest cała masa minionkowych naklejek w środku książeczki.









Ta książeczka podbiła nasze serce. Kochamy kolorować, a ta kolorowanka pełna jest naprawdę świetnych ilustracji. Co jednak najważniejsze, są tu zarówno obrazki, które pokochają dziewczynki, jak i masa propozycji dla chłopców. Dla każdego coś miłego!
Dodatkowo na każdej stronie dzieciaki mają możliwość coś dorysować, dodać coś od siebie. 
Książeczka jest wydana na dosyć grubym, białym papierze, co ułatwia kolorowanie i pozwala na użycie różnych przyborów.
Do książeczki dodane są 4 małe kredki.



 







W książeczce znajdziesz całą historię zainteresowań małej Agnes jednorożcami opowiedzianą od samego początku aż do szczęśliwego końca. Przeczytaj więcej o najmłodszej córeczce Gru i jej miłości do magicznych stworzeń o jednym rogu. Przekonaj się, w jaki sposób u nieszczęśliwej samotnej Agnes narodziła się miłość do jednorożców.  

Urocza, krótka opowieść, w której zakocha się każda mała dziewczynka. Na dodatek jest idealna dla początkujących czytelników: duża czcionka, duża ilość ilustracji. Poza tym, ilustracje są przesłodkie i zachęcają by nawet książeczkę obejrzeć i nacieszyć się nimi.








Dla fanów Minionków czeka prawie 50 stron zagadek oraz różnego rodzaju łamigłówek. Mamy tutaj wykreślanki, szukanie różnic, łączenie punktów i wiele innych. Dzieciaki mają również okazję stworzyć na łamach książeczki własny komiks, ale również zbudować własnego robota.
Wystarczy trochę pogłówkować i model Clive’a będzie gotowy (Clive to robot, który spełnia każde życzenie swojego pana i puszcza mu hity z lat 80., albo dopieszcza jego rozdęte ego; ciekawe, co twój Clive będzie robił dla ciebie).






Jak podobają Wam się zaprezentowane książeczki? Wasze pociechy lubią Minionki? Byliście w kinie na "Gru, Dru i Minionki"?

Rozwiązanie konkursu "Ja Wersja 2.0"

Jak zwykle obiecuje sobie, że rozwiążę konkurs na czas, a kolejny raz spóźniam się o kilka dni. Strasznie Was przepraszam. Jednak już jestem i zaraz dowiecie się, kto wygrał egzemplarz książki Anny Gruszczyńskiej "Ja Wersja 2.0"

 

 

Pod postem konkursowym zostawiliście 9 zgłoszeń ( o wiele większym powodzeniem cieszą się rozdania na FB, ale trudno). Wybrałam jedną odpowiedź, którą zaraz Wam zaprezentuję.

Judyta specjalnie na okazję konkursu ułożyła nieomal poemat, i to o własnych wadach.

Moja największa wada?
to że codziennie mnie lenistwo dopada
szybko wpadam w złość
ludziom daje w kość
Jestem wredna i niemiła
na miejscu przyjaciół dawno bym mnie udusiła
Jestem pełna wad niestety
Mój chłopak mówi "takie są kobiety"
Nie prawda! taka to jestem tylko ja
bardziej nieznośnym się chyba być nie da
Ale pracuje nad tym dnia każdego
i już udało mi się wyleczyć z tego
że sarkazmu mniej używam
i nawet mniej leniwa bywam
co do wredności to powiem szczerze
"będę kiedyś miła" - ja w to nie wierzę
Mam trudny charakter ale jedno wiem na pewno
I tym stwierdzeniem pewnie trafię w sedno
ludzie są tylko ludźmi, posiadamy wady
Czasami na niektóre nie ma żadnej rady
Ale pamiętajcie jesteście wspaniali
w oczach najbliższych całkiem doskonali <3

Gratuluję Ci Judyto serdecznie, odezwę się jeszcze dziś w sprawie adresu do wysyłki!

Wszytskim, którzy wzięli udział w rozdaniu, bardzo dziękuję i życzę powodzenia kolejnym razem!

środa, 19 lipca 2017

Ann Patchett - "Dziedzictwo" recenzja



„Dziedzictwo” przykuło moją uwagę już w zapowiedziach czytelniczych wydawnictwa Znak. Przyznam jednak, że stało się tak za sprawą minimalistycznej, ale za to jak wdzięcznej i prostej okładki w pomarańcze. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia jaka zależność istnieje między powieścią a tymi cytrusami… Jedno jest pewne: Ann Patchett napisała świetną książkę, która z pewnością znajdzie się na przygotowywanej przeze mnie liście najlepszych lektur tego półrocza.




Historia zaczyna się dosyć niepozornie. Lata 60, Stany Zjednoczone, lato. Ukrop niemiłosierny, na dodatek córka jednego z głównych bohaterów Fixa, ma przyjęcie chrzcinowe. W niewielkim domu państwa Cousinów zjawiają się sąsiedzi i znajomi. Alkohol leje się strumieniami, wszyscy unoszą się kilka centymetrów nad ziemią. Jednym z gości jest Bert, i żeby nie było, nie jest on przyjacielem rodziny. Został zaproszony, bo przyniósł ze sobą pokaźną butelkę dżinu, a przyjęcie jest dla niego odpoczynkiem od własnego domu pełnego własnych dzieci. Bert szybko wtapia się w zastane towarzystwo i robi drinki ze świeżego soku pomarańczowego oraz dżinu. Na koniec przyjęcia dojdzie do pocałunku, który zmieni losy obydwu rodzin. Odtąd nic nie będzie takie same. To pocałunek Berta i żony Fixa, Beverly.
Dalsza część książki to losy związku Berta oraz Beverly i całej ich patchworkowej rodziny. Relacja z wakacji, kiedy to dwie córki Beverly oraz czwórka dzieci Berta spędzała czas w Wirginii. Wspomnienia te poprzeplatane są czasem teraźniejszym, czyli końcówką życia chorego na raka Fixa, który stara się dowiedzieć czegoś o minionych czasach. Ogromną rolę w tej książce odgrywa śmierć syna Berta, Cala. Ma to związek z wyrzutami sumienia reszty dzieci, gdyż widziały jego umieranie i nic nie zrobiły. Sumienie daje o sobie znać przez całe dorosłe życie i zmusza do myślenia co by było, gdyby…To opowieść o przypadkowym spotkaniu, które odbija się echem przez kolejne dziesięciolecia. O rodzinnej tragedii i o lojalności względem osób, które niedawno były sobie całkiem obce.


Choć książka nie zawiera nagłych zwrotów akcji, choć tak naprawdę niewiele się dzieje, jest w niej coś, co nie pozwala odłożyć jej na półkę i iść spać. Ann Patchett czaruje czytelnika, snuje dosyć rozwlekłą opowieść, która na pierwszy rzut oka nie ma żadnego punktu głównego, żadnej głębszej spoiny. Jednak jest tak tylko na pozór. Przynajmniej według mnie. To, co jest unikatem i perłą tej książki to kunszt pisarki Patchett, która w mistrzowski sposób snuje swoją historię, opisuje kolejne sytuacje, ubiera w słowa emocje bohaterów.

Dla mnie osobiście „Dziedzictwo” to książka o tym, że nie zawsze to my sami mamy wpływ na swoje życie. Czasami dostajemy „w spadku” takie doświadczenia, takie historie, które wywierają na nasze własne losy ogromny, wręcz niewyobrażalny wpływ. To również opowieść o tym, że czasem pozornie obcy ludzie stają się naszą prawdziwą  rodziną, wobec której czujemy lojalność, ciepło…

Autorka stworzyła barwnych, dobrze opisanych bohaterów, na pewno czytelnik utożsami się z którymś z nich, ewentualnie będzie „trzymał jego stronę”. Bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po powieści obyczajowe, gdy dostaje propozycje ich recenzji, podchodzę do nich z wielkim dystansem. „Dziedzictwo” pokazało mi, że nadal są książki, które potrafią mnie zaskoczyć, oczarować, po prostu które kocham od pierwszej do ostatniej strony.

Czytaliście "Dziedzictwo"? A może macie je dopiero na swojej liście??

Za egzemplarz tego cuda dziekuję wydawnictwu