środa, 24 maja 2017

Olga Rudnicka - "Życie na wynos" recenzja



Mam za sobą naprawdę fatalną środę. Michalinie wychodzą piątki, nie mogę patrzeć już na syf w domu spowodowany przez remont, którego końca nie widać jak na razie, a na dodatek zostałam dzisiaj doszczętnie zmoczona przez ulewę. Coś tam na pewno by się jeszcze znalazło, jednak gdy tylko położyłam Miśkę na popołudniową drzemkę zrobiłam sobie czytelniczą ropustę i dokończyłam „Życie na wynos” mojej ukochanej Olgi Rudnickiej. Ta autorka zawsze swoimi tekstami rozkłada mnie na łopatki i nawet najgorszy dzień nabiera kolorów.

 

 

 


Emilia Przecinek to bohaterka, która już raz zagościła na stronach Olgi Rudnickiej. Czytelnicy znają ją z książki „Granat poproszę!”, gdzie Emilia staje na życiowym zakręcie – jej małżeństwo się wali, teściowa i matka sprowadzają się do jej domu, a jej kariera pisarki staje pod znakiem zapytania. Tym razem również wiele się dzieje: Emilia schudła, jest coraz bardziej gotowa na nowy związek i nawet nauczyła się żyć pod jednym dachem z pterodaktylami (jak wszyscy nazywają matkę i teściową pisarki). Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że Emilia znajduje w piwnicy trupa. Pterodaktyle postanawiają wszcząć własne dochodzenie, uważają bowiem, że zabójcą jest jeden z mieszkańców bloku… Czy z tego może wyjść cokolwiek dobrego? Kto jest zabójcą? I czy Emilia znajdzie miłość?


Jeśli zaglądacie tu w miarę regularnie, to wiecie, że kocham Rudnicką miłością wielką. Kocham jej humor – niewymuszony i naturalny, pomysły na fabułę – szalone, sposób pisania – jakby słowa same wskakiwały na kartki. Tym razem znowu się nie zawiodłam – jest wszystko to, co najbardziej u tej autorki lubię.

„Życie na wynos” to kryminał humorystyczny, jak zresztą pozostałe książki autorki. Mamy trupa, mamy zagadkę (choć nie jest specjalnie skomplikowana), ale przede wszystkim mamy prawdziwą komedię pomyłek. Teksty Olgi Rudnickiej powalają na kolana, powodują, że czytelnik śmieje się sam do siebie (co może wzbudzić w innych domownikach przypuszczenie obłąkania). Do tego wszystkiego książkę czyta się bardzo szybko, lekko i przyjemnie.Czy może być lepiej? Nie sądzę!


Główna bohaterka Emilia, nie należy do moich ulubionych. Jest zakręcona jak sokowirówka w Dzień Marchewki i ta jej chaotyczność jakoś działa mi na nerwy. Są jednak dwie bohaterki tej serii, które UWIELBIAM i to one według mnie grają tutaj pierwsze skrzypce. To pterodaktyle: Jadwiga i Adela. Jedna elegancka – zawsze w garsonce, druga kochająca neonowe, welurowe dresy. Obydwie uwielbiają plotki, i wtrącanie się w cudze sprawy. Są przy tym zabawne i nieco urocze (gdy twierdzą, że nie są fobami, homo zresztą też nie). Uważam, że to one rządzą w tej powieści. Dają czytelnikowi najwięcej śmiechu.


Nie wiem czy jestem obiektywna, moje uwielbienie dla Rudnickiej nie zna granic, więc jedyne co mogę Wam powiedzieć, to to, że książka jest wciągająca, zabawna idealna na wakacje. Idealna na szary dzień, który przygnębia. Idealna na słoneczny dzień, gdy humor masz dobry, ale nadal chcesz więcej. Jest idealna na każdy dzień! Teraz pozostało mi czekać na kolejną powieść…

Za świetną zabawę z nową powieścią Olgi Rudnickiej serdecznie dziękuje wydawnictwu

 


wtorek, 23 maja 2017

8 ciekawostek o Teneryfie



Kilka dni temu wróciliśmy z urlopu, który spędziliśmy razem z dziewczynkami na Teneryfie. To druga po Fuartaventurze hiszpańska wyspa, którą miałam okazję odwiedzić. Piękne widoki, zróżnicowany krajobraz, cudowne słońce– tak jawi się Teneryfa. Czy odpoczęłam? Hmmmm, oczywiście, że nie. To niemożliwe, gdy wyjeżdżasz z małą marudą, taką jak moja Michasia. Jednak obiecaliśmy sobie z mężem, że wrócimy tam sami bez dzieci, kiedyś… Teraz jednak chciałam podzielić się z Wami kilkoma ciekawostkami o wyspie, które może przydadzą Wam się w razie planowania tam urlopu. Gotowi?

 

 

 


Teneryfa należy do archipelagu Wysp Kanaryjskich, jest jednocześnie największą i najludniejszą z nich. Terytorialnie leży ona w Afryce, jednak należy do Hiszpanii i wraz z nią jest integralną częścią Unii Europejskiej.


Mały kontynent

Teneryfę często nazywa się „kontynentem w miniaturze”, a to wszystko dlatego, że na tej wyspie występuje kilka stref klimatycznych i kilka typów krajobrazu z bardzo zróżnicowaną florą. Duża zasługa tego to istnienie na terenie wyspy wulkanu Teide, który jest jednocześnie najwyższym szczytem Teneryfy. To ten aktywny wulkan sprawia, że pogoda tutaj potrafi zmieniać się co kilka kilometrów i potrafi zaskakiwać.







Dużo czy mało?
Zanim wyjechaliśmy z ciekawości sprawdzałam pogodę na Teneryfie, aby przygotować odpowiednie ubrania. Gdy zobaczyłam, że temperatura wynosi tam około 25 stopni obawiałam się, że z mojej zamierzonej opalenizny mogą wyjść nici… Jak się jednak okazało 25 stopni TAM, to jak 35 stopni TU. Bliskość zwrotnika sprawia, że słońce wręcz pali. Nie dajecie się zwieść i wybierając się na Teneryfę pakujcie same letnie rzeczy oraz mega wysoki filtr do opalania.




Czarny piach
Zdecydowana większość plaż na Teneryfie to czarne plaże z piaskiem wulkanicznym. Z daleka wyglądają pięknie, jednak czarny piasek jest mało sympatyczny.
a.)          Okropnie przykleja się do ciała, ręcznika i całej reszty…
b.)         Szybko się nagrzewa, co powoduje, że nie da się po nim chodzić, bo parzy jak jasna cholera
Ważna rzecz – jeśli przyjdzie Wam do głowy przywiezienie sobie na pamiątkę czarnego piasku, lepiej zrezygnujcie, gdyż nie można go wywozić z wyspy. Po co narażać się na kłopoty na lotnisku?






Droga wyspa, tanie paliwo
Ceny na Teneryfie w porówaniu z cenami na Fuartaventurze nie wypadają najlepiej. Oczywiście wszystko zależy od tego w jakiej części wyspy jesteście. W popularnym markecie sieci Hiper Dino za butelkę wody zapłacicie 1 euro (na Fuercie połowę tej ceny), za paczkę 18 pampersów zapłaciłam aż 13 euro, gałka lodów to wydatek około 2 euro. Bardzo mile jednak patrzy się na ceny paliwa ( ON za około 81-90 eurocentów, co oznacza, że w przeliczeniu na złotówki to około 3,40 – 3,80zł).


Bananowy raj
Jadąc przez wyspę nie sposób nie zauważyć całych połaci plantacji bananowych. Są one przykryte charakterystycznymi płóciennymi siatkami, chroniącymi przed calima, czyli zwiewaniem gorącego piasku znad Sahary. Co ciekawe, tutejsze banany nie są eksportowane poza wyspę, gdyż UE nie uznaje je za banany. Dlaczego? Są zbyt krótkie. Co więc dzieje się z takimi ich ilościami? Są one sprzedawane w lokalnych sklepach, jedzone w hotelach (są 100 razy lepsze niż te dostępne u nas), ale przede wszystkim wyrabia się z nich bimber.




Wszędobylskie jaszczurki
Spacerując promenadami czy brzegiem oceanu wszędzie natykamy się na jaszczurki, nazywane Gallotia, które również znajdują się w godle wyspy. Jest ich tu niesamowicie dużo, są bardzo szybkie ale niegroźne.


Aż lśni…
Wyspa bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie pod względem czystości. Nawet małe miasteczka są zadbane, nie ujrzysz tu walających się śmieci. Podczas każdego spaceru natykaliśmy się na ludzi malujących elementu ogrodzeń, domów, płotów. Widać, że estetyka jest dla mieszkańców Teneryfy bardzo istotna.



Tajemniczy proszek
W hotelowej restauracji co dzień natykałam się na wielką miskę z szaro-beżowym proszkiem. Nazwa Gulfio początkowo nic mi nie mówiła, a Hiszpanie sypali proszkiem na niemal każdą potrawę. Po powrocie postanowiłam zgooglować to ustrojstwo. Okazało się, że golfio to grubo mielona prażona mąka (najczęściej kukurydziana), stosowana jako dodatek do wszystkiego od zup po kawę czy lody.

Byliście na Teneryfie? A może dopiero macie w planach odwiedzić tą wyspę? Ja ze swojej strony serdecznie Wam polecam, naprawdę mnie zauroczyła…






poniedziałek, 22 maja 2017

Dzień Dziecka z książeczkami Egmont: Masza, MLP, Trolle i Smerfy



Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami. Nie wiem jakie prezenty preferujecie, ja dzisiaj zaproponuję Wam mnóstwo książkowych propozycji od wydawnictwa Egmont, w sam raz dla fanów My Little Pony, Smurfów, Maszy i Niedźwiedzia oraz Trolli.






Z Trollowej serii

1. „Trolle. Moja kolorowanka”



Malutka książeczka w sam raz do wakacyjnego plecaka. 15 obrazków do pokolorowania, a w środku kolorowe trollastyczne naklejki. Kredki w dłoń i dajcie się ponieść tym szalonym stworkom.





2. „Trolle. Książka z tatuażami”




Znacie dziecko, które nie lubi zmywalnych tatuaży? Ja nie. Z tych trollowych na pewno ucieszą się dziewczynki, bo ozdoby są brokatowe i wyglądają naprawdę nieziemsko. Książeczka zawiera zaś całą masę zadań (labirynty, szukanie zaginionych przedmiotów, wykreślanki i inne). 32 strony świetnej zabawy z ulubionymi bohaterami!








Ten przewodnik to prawdziwa gratka dla Trollomaniaków. Dzieciaki nie tylko poznają dokładnie każdego z Trollów, ale również dowiedzą się jak wygląda typowy dzień ulubionych bohaterów, odbędą też spacer po Bergnenowie, czyli miejsca, które zamieszkują odwieczni wrogowie kolorowych Trolli. Książeczka wydana jest w twardej oprawie, kolory oczywiście biją z niej na prawo i lewo. Dzieciaki oszaleją na jej punkcie, gwarantuję!





Teraz coś dla wielbicieli niebieskich Smerfów

1.  „Smerfy.Poszukiwacze zaginionej wioski”




W kinach można już oglądać najnowszą część przygód Smerfów „Poszukiwacze zaginionej wioski”. Egmont wydał książeczkę o tym samym tytule.Tym razem w roli głównej występuje Smerfetka, która przeżywa, to, że nie ma żadnego powołania w swoim życiu. W tym samym czasie w wiosce Smerfów pojawia się podejrzany ktoś, a Smerfetka czuje zew przygody i postanawia wyruszyć za nim wprost do Zakazanego Lasu…



2.  „Smerfyi Wioska dziewczyn” 




Tym razem mam dla Was komiks, a raczej pięć komiksów w jednym. Smerfy pewnego dnia spotykają w lesie całą zgraję dziewczyn Smerfów. Dzięki nim Smerfy przeżywają wiele niezwykłych i szalonych przygód. Moja Zuza pochłonęła ten komiks w jedno popołudnie i już zapowiada, że mam szukać jej w kiosku innych komiksów. Duży plus za wydanie w formacie A4 i całkiem dużą czcionkę odpowiednią dla początkujących komiksożerców.




Masza i Niedźwiedź

1.   „Masza i Niedźwiedź. Moje bajeczki o psikusach i psotach” 




Masza podbiła serca polskich dzieciaków. Ta zabawna, drobna dziewczynka ma łepek jak sklep i non stop broi. Książeczka zawiera kilka jej najlepszych przygód, ma dużą czcionkę i wiele kolorowych ilustracji. Na dodatek ma mały, wygodny format. W sam raz do czytania przed snem.

 

2.  „Maszai niedźwiedź. Witajcie w naszym lesie. Leśne szablony” 


Ta książka może stać się totalnym hitem w Waszym domu. Zawiera ona bardzo sztywne strony, w których wyciętych jest 8 szablonów postaci z ulubionej bajki. Wśród nich: Masza, Niedźwiedź, Panda czy Tygrys. Dzięki szablonom dziecko może rozwijać swoją kreatywność i ozdabiać, zeszyty, pocztówki, a może i koszulki? Ograniczeniem jest tylko dziecięca wyobraźnia, która jak powszechnie wiadomo granic nie uznaje…



 

3.  „Masza i niedźwiedź. Czytam i układam” 



W tej uroczej książeczce czeka aż 5 sztywnych układanek. Każda składa się z 30 puzzli i zawiera sceny z ukochanej bajki Twojego dziecka. Idealna opcja w podróży. Duży format oznacza świetną zabawę.


 


My Little Pony




Moja Zuza jest totalną fanką MLP. Zbiera figurki, obawiam się, że zna na pamięć każdy odcinek. Oszalała wręcz gdy wyjęła z paczki od Egmontu tą książkę. Książka zawiera 12 historii o kucykach jest wydana na kredowym papierze, a w środku aż roi się od ilustracji. Czcionka jak najbardziej odpowiednia dla małego czytelnika.




Czy Wasze dzieciaki są fanami któreś z bajek? Upatrzyliście spośród zaprezentowanych książek coś w sam raz dla nich? 


Za egzemplarze dziękujemy