czwartek, 3 marca 2016

Jurgen Thorwald - "Ginekolodzy"

Od razu mówię, od momentu przeczytania "Stulecie chirurgów" kocham Thorwalda! 


Thorwald to mistrz literatury faktu. Koniec i kropka!
I tym razem nie zawiodłam się. Ginekolodzy to książka o początkach tej trudnej sztuki medycznej, która przechodziła przez naprawdę ciężkie czasy!
W ogóle czy zauważyliście, że zdecydowana większość ginekologów to mężczyźni? Możecie mi wierzyć, urodziłam dwójkę dzieci :) To dziwne, tymbardziej ze względu na to, że na początku ksiązki autor opisuje ogromny wstyd jaki krył się za badaniem, czy porodem. Badanie ginekologiczne było wykonywane pod fałdami sukien, halek itp. Mężczyzna nie mógł zobaczyć, że tak to ujmę kobiecej muszelki ;) Teraz wydaje nam się to niewiarygodne.


Pierwsze co chce Wam powiedzieć, to to, że szczerze się raduje, że żyje w tych czasach, a nie w czasach opisywanych przez Thorwalda. 

Historia opisywana przez autora rozpoczyna się w okoliach roku 1800. Z jednej strony dawno, z drugiej nie tak może bardzo....
Z jednej strony wiele się zmieniło, z drugiej niektóre praktyki nadal są bliskie obecnej rzeczywistości.
Thorwald omawia w swojej książce takie przełomy w ginekologii jak: pierwsze bezbolesne porody, początki cesarskiego cięcia, problem regulacji płodności czy aborcja.
Przed rozpoczęciem lektury bardzo obawiałam się, że krew będzie się lała strumieniami. Owszem, może nie jest delikatnie, ale język nadaje książce charakteru!

Niezwykłe u Thorwalda jest to, że historyczne fakty przedstawia jak najlepszą powieść, językiem wciąga czytelnika w rozważania i opisywane historie. To prawdziwe mistrzostwo! Pozostaje nam tylko żałować, że oprócz wydanych książek nie przeczytamy nic innego....

W książce było wiele zadziwiających faktów, ale o kilku po prostu muszę wspomnieć, bo wywołały u mnie cóż..... wytrzeszcz oczu.

- jeden z królów Francji (Ludwik któryśtam) niezwykle podniecał się widokiem rodzącej kobiety, z tego powodu, gdy któraś z jego służących rodziła, chował się za kotarą i współżył ze swoją kobietą!

- gdy Maria Skłodowska - Curie odkryła rad i gdy lekarze zrozumieli, że może on leczyć nieoperacyjne nowotwory jajników, macicy bez najmniejszych obaw umieszczali szklane fiolki z radem w pochwach swoich pacjentek. Nic dziwnego, nikt wtedy nie miał pojęcia o chorobie popromiennej...

Najsmutniejsza rzecz jaka wynika z ksiązki jest taka, że kobiety od wieków były traktowane przedmiotowo. Nieważne czego chciała, jej przeznaczeniem było rodzenie dzieci, a ewentualna kontrola narodzin zakrawała na ciężki grzech. Nieważne było jakie ryzyko niesie dla kobiety kolejna ciąża.... Miała rodzić i już!

Jak kiedyś usłyszę, że kobiety to SŁABA PŁEĆ, to najpierw zdzielę przez łeb, a potem odeślę do "Ginekologów"



 wydawnictwo: Marginesy
rodzaj: literatura faktu

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia mi ogromna satysfkację z tworzenia tej strony! Dziękuje!