niedziela, 25 września 2016

Olga Rudnicka - "Natalii 5"

Moja miłość do Rudnickiej zaczęła się od "Lilith", kolejne przeczytane książki tylko podsycają ciekawość odkrywania tej autorki. Dzisiaj recenzja pierwszej części trylogii o Nataliach. 



Opis wydawnictwa:
Pięć kobiet, pięć motywów, jeden spadek.
Policja otrzymuje tajemnicze zgłoszenie o samobójstwie. Zamknięty od środka pokój. Martwy mężczyzna. Broń, na której znajdują się wyłącznie odciski palców ofiary. Jednak zdaniem przybyłego na miejsce komisarza Potockiego nie mogło to być samobójstwo. Ślady zdają się wykluczać również morderstwo. Zagadkowa śmierć jest jednak dopiero początkiem niezwykłych zdarzeń…
W gabinecie notariusza spotyka się pięć kobiet o tym samym imieniu i nazwisku. Każda z nich rości sobie prawo do spadku. Każda z nich miała też powód, by zabić. Każda będzie robić wszystko, by odzyskać zaginiony spadek…

5 Natalii o tym samym nazwisku pod jednym dachem? Tak, u Rudnickiej to możliwe. Wszystkie Natalie to córki tego samego ojca. Nagle są postawione w ekstremalnej sytuacji.  Wiadomość o śmierci ojca, zaskoczenie spowodowanie posiadaniem sióstr, ogromny spadek oraz dom, który ma w sobie wiele tajemnic. Z dnia na dzień kobiety muszą zmienić swoje życie, i nauczyć się żyć pod jednym dachem. Nie jest to jednak łatwe, każda z nich ma zgoła innych charakter.  Razem są jak koktajl Mołotowa z opóźnionym zapłonem.

Do tego wszystkiego dochodzi śledztwo w sprawie śmierci ojca, oraz tajemnica zaginionych numizmatów. Po wielu, bojach, sprzeczkach, potyczkach kobiety rozumieją, że jeśli nie zaczną ze sobą współpracować, to nigdy nie odkryją tajemnicy ojca. Czy kobiety choć trochę się polubią? Czy odnajdą cenne monety ojca? Kto próbuje włamać się do ich willi?


Rudnicka jest jedyna w swoim rodzaju. Jak nikt inny potrafi łączyć kryminał ze świetnym humorem. Uwielbiam jej lekkie, ale inteligentne pióro.Podczas czytania nie raz chichotałam pod nosem (nie mogłam pozwolić sobie na wybuchy śmiechu, bo najczęściej czytam przy śpiącej Michasi). Brawo również dla Pani Olgi za świetny pomysł na fabułę, na dodatek wszystko jest spójne i logiczne, mimo wielości Natalii!


Dla mnie mistrzostwem jednak jest fakt, że mimo tego, że mamy 5 kobiet o tym samym imieniu, Rudnicka nadaje im takie cechy, i tak opisuje ich losy, że czytelnik nie jest w stanie ich pomylić. Od razu wiadomo o kogo chodzi, kim jest... To naprawdę niesamowite.

Książkę się po prostu chłonie. Potrafiłam przeczytać po 150 stron za jednym posiadem (oczywiście jeśli moje dziecko mi na to pozwoliło). Jeśli lubicie kryminały, a jednocześnie nie stronicie od sympatycznego humoru w powieściach, to trylogia o Nataliach jest właśnie dla Was. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę kolejną część!


rodzaj: kryminał/sensacja
wydawnictwo: Prószyński i Spółka
ilość stron: 560


7 komentarzy :

  1. Natalie są genialne - świetna rozrywka i naprawdę mnóstwo śmiechu. Szybko sięgaj po kolejne części!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, ciekawe, ja jestem na bakier z tego rodzaju literaturą, ale może warto jednak spróbować?

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie na półce czeka "Były sobie świnki trzy" Rudnickiej, wiele dobrego czytałam o tej autorce, a Twój wpis tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto :) pozdrawiam! https://subiektywnieoliteraturze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że "Świnki..." też są świetne!

      Usuń
  4. Oooo, zazwyczaj nie przepadam za polską literaturą, jednak dzięki Twojemu opisowi wrzucam tę książkę na moją listę. Jest kryminał, jest humor, jest gruba książka. Coś pode mnie!
    Dziękuję za tak dobre odkrycie! Dawaj więcej ich :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi ciekawie :) Chętnie po nią sięgnę tym bardziej, że to kryminał :)

    Pozdrawiam!
    http://czarodziejka-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia mi ogromna satysfkację z tworzenia tej strony! Dziękuje!