sobota, 5 listopada 2016

Szczepan Twardoch - "Król" recenzja

Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie dość, że od pierwszego wejrzenia zakochałam się w okładce, to na dodatek treść trafiła idealnie w moje gusta. Oto "Król", Szczepan Twardoch odwalił moi drodzy kawał dobrej roboty.





O Szczepanie Twardochu głośno już od jakiegoś czasu. Ja pierwszy raz usłyszałam o nim czytając wywiad w Twoim Stylu. Z magazynu patrzył na mnie przystojny facet, pewien siebie, który zna swoją wartość. Wywiad tylko to potwierdził, wiele osób zarzuca mu arogancję, ale co się dziwić po takich słowach:

"Wstaję czasem o piątej rano, wstaję czarnym świtem, żeby ukraść wieczory ich mężom, narzeczonym i konkubentom, żeby wleźć do ich sypialń i leżeć na ich nocnych stolikach".

Z drugiej strony trudno się dziwić: pisarz wie co to dno (jego pierwsze książki nie odbiły się żadnym echem w świecie literackim), więc daje mu to powód do lekkiej arogancji.  „Morfina”, która wybiła go z literackiego dna, stała się szybko bestsellerem, ja jednak swoją przygodę z książkami Szczepana Twardocha zaczynam od jego najnowszej powieści „Król”.


Zanim usiadłam do recenzji rozejrzałam się po innych blogach i przeczytałam kilka opinii o książce. Wiele osób zarzuca mu schematyczność, ja absolutnie nie mam prawa wykorzystać tego zarzutu, może przekonam się o tym w przyszłości. Jakkolwiek by o tej książce nie pisali, dla mnie to jedna z 5 najlepszych książek przeczytanych w tym roku. Przekonajcie się dlaczego…



Opis wydawnictwa:
Warszawa. Burzliwe lata trzydzieste XX wieku. Wielokulturowy, podzielony świat u progu drugiej wojny światowej, targany konfliktami narodowymi, politycznymi, społecznymi - w całej złożoności, pokazany nieraz drastycznie, ostro, szokująco. Zwroty akcji, romanse, gwałty, ćwiartowanie ciał, szantaże, przewroty polityczne - tu zaciera się granica między życiem codziennym, polityką, a gangsterką.



Historia opowiadana jest oczami młodego chłopaka Mojżesza Bernsztajna, którego ojciec został zamordowany przez znanego warszawskiego boksera pochodzenia żydowskiego, Jakuba Szapirę.  Jakub oprócz tego, że był bokserem, pracował również dla stołecznego gangstera Jana Kaplicy (ściągał haracze). Mojżesz z czasem zbliża się do Jakuba, poznaje jego świat, prawa rządzące ulicą oraz uczy się życia. Jednak czy na pewno? Kto rzeczywiście opowiada nam tę historię? Tutaj wszystko okazuje się inne niż mogłoby się wydawać, ale nie powiem więcej, bo zdradzę zakończenie książki.



Książka wciąga czytelnika w świat warszawskiego półświatka i podziałów społecznych między Polakami, a Żydami. Nigdy specjalnie nie interesowałam się tym tematem, tutaj autor głęboko przepracowuje ten temat, co świadczy o dużej wiedzy i dobrym researchu. W ogóle podczas lektury, można poczuć prawie wszystkimi zmysłami tamte czasy. Twardoch pisze w taki sposób, że widzimy, słyszymy i czujemy tamtą Warszawę. To miejsce pełne sprzeczności, przemocy, zakłamania.  Z jednej strony świat z „Króla”  jest zupełnie inny od współczesności, z drugiej zaś, tak bardzo podobny: pełen przemocy, układów, przekrętów i wykorzystywania słabszych.



Gdy czytam książkę, oczekuję od niej, że nie pozwoli mi o sobie zapomnieć. Tak z pewnością stanie się z Królem”.  Nie jestem delikatną kobietą, kochającą romanse, więc w ogóle nie przeszkadzało mi, że u Twardocha jest ostro, bez cenzury, brutalnie. Po prostu strzał między oczy.



Autor zyskał również moje wielkie uznanie dzięki wykreowanym przez siebie bohaterom. To są prawdziwe osobowości, trzeba przyznać. Dodatkowo nie są to bohaterowie oczywiści, ich zachowanie można oceniać w różny sposób, przeobrażają się, pokazują czytelnikowi swoje różne oblicza. Postać Jakuba Szapiro: silnego mężczyzny, działającego na kobiety jak magnes, ale jednocześnie rodzinnego i w głębi duszy porządnego człowieka długo zostanie ze mną. Tak samo mocno polubiłam jedną z bohaterek: Ryfkę: właścicielkę burdelu, byłą prostytutkę, zakochaną w Szapirze.  



Prawie nigdy nie zwracam uwagi na okładkę książki, tutaj jednak okładka jest jakby częścią integralną książki. Oddaje ducha tamtych czasów i przypomina stare wydawnictwa: ten kolor i grafika są absolutnie niepowtarzalne.



Król”  to wciągająca, świetna, powieść, która długo nie pozwoli o sobie zapomnieć czytelnikowi. Nie wiem, czy Twardoch działa schematycznie, przekonam się następnym razem, a już teraz wiem, że on nastąpi!

5 komentarzy :

  1. Muszę najpierw przeczytać "Morfinę", dopiero potem zobaczę co dalej, ale okładka bardzo mnie pociąga. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tym tytule. Bardzo ciekawa recenzja i zagadkowa okładka. Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Własnie czytam i podlatuje mi Tyrmandem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja bardzo ciekawa pozwalająca spojrzeć świeżym okiem na ostatnią powieść Twardocha . Mnie wydaje się , że najlepsze lata pisarz ma już za sobą . Pomysł zaczerpnięty z biografii Taty Tasiemki , dlatego sam " Król " wydaje się powieścią spóźnioną

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia mi ogromna satysfkację z tworzenia tej strony! Dziękuje!