sobota, 10 grudnia 2016

Anita Demianowicz - "Końca świata nie będzie"



Każdy z nas marzy o dalekich, egzotycznych podróżach. Nie każdy jednak ma w sobie tyle odwagi by osiągać swoje marzenia, co Anita Demianowicz. Zapraszam na recenzję!



Gdy pierwszy raz otworzyłam książkę, z wnętrza okładki spojrzała na mnie
przesympatyczna dziewczyna z tatuażami. Pomyślałam wtedy, że wygląda jednocześnie na twardą, ale również delikatną kobietę. Po kilku pierwszych rozdziałach nabrałam do niej ogromnego szacunku i nie raz czułam ukłucia zazdrości. O co? O to, moi drodzy, że znalazła w sobie wystarczająco odwagi, by rzucić pracę i wyjechać na samotną, półroczną podróż po Ameryce Środkowej . Co prawda, ona mówi, że też się bała, miała w sobie wiele obaw, nie raz chciała się wycofać. Wygrała jednak ciekawość świata i pogoń za największym marzeniem: poznaniem kultury Majów. Swoją podróż Anita opisuje w książce, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bezdroża „Końca świata nie będzie”. Skąd ten tytuł? Niebawem się przekonacie.

Co ciekawe, autorka książki, przed swoją wyprawą do Ameryki Środkowej, podróżowała jak większość z nas: za pomocą biur podróży, na dodatek nie sama, lecz z mężem. Jej wakacje jednak, nie polegały na wygrzewaniu się na plaży. Podkreśla, że za każdym razem, gdziekolwiek by nie była, nie lubiła tracić chwili. Chciała z wyjazdu wyciągnąć jak najwięcej. Odwiedzała wszystkie muzea i miejsca warte zobaczenia. Niby było fajnie i sympatycznie, jednak gdzieś w środku czuła pociąg do innego rodzaju podróży.

Czemu Ameryka Środkowa i kultura Majów?

„Gwatemala po prostu mi się przyśniła. (…) Coś mnie tam wzywało, przyciągało.

Kiedyś podczas pewnej wycieczki po Polsce trafiła do podlaskiej szeptuchy, która tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że jej marzenie ma głębszy wymiar

”W poprzednim wcieleniu żyłaś jako indiański szaman. Pomogłaś wielu osobom, wielu wyleczyłaś” – powiedziała jej.

Podróżniczka opowiada również o tym, że wiele osób odradzało jej wyprawę w ten region świata. Kartele narkotykowe, gangi brzmią groźnie dla samotnej kobiety. Na początek przygody z samotnym podróżowaniem proponowali Tajlandię lub inne państwa Azji, gdzie ludzie słynną z gościnności. Anita jednak była uparta i postawiła na swoim. Zostawiła rodzinę i męża i wyruszyła w świat.

Nie chcę mówić Wam o wszystkim co ją spotkało, wtedy zabrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Powiem Wam jedynie, że ilość przygód i niesamowitych sytuacji, które przeżyła nie raz spowoduje u Was zdumienie, ale i zazdrość. Nie raz będzie zabawnie, innym razem groźnie. Zawsze jednak Anita wychodzi z sytuacji obronną ręką, bo owszem na świecie jest wiele zła, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto poda Ci pomocną dłoń, gdy najmniej się tego spodziewasz.

Obiecałam Wam jednak, że zdradzę skąd tytuł książki. Anita swoją wyprawę odbywała w 2012 roku, a najbardziej znaną wioskę Majów odwiedziła w dniu, kiedy cały świat zamarł w oczekiwaniu na koniec świata przewidziany przez tą cywilizację, czyli 21 grudnia.  Jak widać, żyjemy dalej… Widocznie końca świata nie będzie.

Rzadko sięgam po książki podróżnicze i stwierdzam, że może czas to zmienić, bo  w tej książce zaczytywałam się z ogromną przyjemnością. Podróżniczka opowiada o swojej wyprawie w sposób szczery i przyjemny dla oka. Mówi wprost o swoim strachu, ale również o radościach i zaskoczeniach. Ponadto to świetna lektura dla kogoś, kto zamierza tak jak autorka wyruszyć samotnie w świat Nie raz można nauczyć się na błędach Anity, ustrzec się przed pomyłkami amatora. Swoja drogą nie raz szczerze się uśmiałam.

Nie sposób nie wspomnieć, że książka pełna jest przepięknych zdjęć. Nie są to jedynie zdjęcia krajobrazów, lecz również ludzi, których spotykała na swojej drodze. Zazdroszczę autorce tego co przeżyła, jednak wiem, że na pewno jej łatwiej było zdecydować się na taką wyprawę, niż kobietom takim jak na przykład ja, które mają dzieci. Dzieci zmieniają wiele, a przede wszystkim przewartościowują nasze życie. Zostaje mi czekać, aż córki dorosną i wtedy rzucić się w wir prawdziwego podróżowania, bez planu i all inclusive z Itaki ;)

 rodzaj: literatura podróżnicza
wydawnictwo: Bezdroża

Za egzemplarz recenzencki gorąco dziękuje wydawnictwu


9 komentarzy :

  1. Ciekawe, bardzo lubię tego typu książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za literaturą podróżniczą, ale ta pozycja przyciągnęła moją uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię sięgać po książki z literatury podróżniczej, więc pewnie i ta przygoda mnie nie ominie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście wolę podróżować niż czytać o cudzych podróżach :) ale czasem sięgam po takie książki szukając inspiracji na kolejne własne wyprawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam :) Anita to cudowna i ciepła osoba, a w książce były widoczne emocje :) Dosłownie połknęłam jej książkę i czekam na kolejną :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat książki już zadałam dziś w swojej ulubionej bibliotece, mam nadzieję, że niedługo odbędę tę podróż. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z chęcią przeczytam, lubię takie książki + to kolejna recenzja, która mnie do tego zachęca :D :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia mi ogromna satysfkację z tworzenia tej strony! Dziękuje!