sobota, 20 maja 2017

Zofia Posmysz - "Królestwo za mgłą"



Wróciłam. Od razu powitam Was mocną, ale genialną książką. Być może najlepszą pozycją obozową, jaką kiedykolwiek przeczytałam i przeczytam. O dziwo, nie ma tu morza brutalności, obrazowych opisów. Zofia Posmysz opowiada o swoich przeżyciach z ogromnym wyczuciem. „Królestwo za mgłą” trzeba mieć, trzeba przeczytać, bo powoli wykruszają się z tego świata osoby, które dają świadectwo o tamtym piekle.






Zofia Posmysz
Zdjęcie na okładce pokazuje niezwkle delikatną, drobną kobietę. Owszem ma swoje lata, ale z jej twarzy bije ogrom pozytywnej energii, jakieś niewyjaśnione ciepło. Zanim zaczęłam czytać książkę w mojej głowie pojawiło się pytanie: Jak taka filigranowa kobieta dała radę przeżyć w Auschwitz?
Wiele osób zanim przeczytało wywiad – rzekę „Królestwo za mgłą” znało już najpopularniejszą powieść pisarki, „Pasażerkę”. W moim przypadku kolejność będzie jednak odwrotna. Ale od początku. Zofia Posmysz, numer obozowy 7566 trafiła do Auschwitz w 1942 roku i przebywała tam, aż do oswobodzenia obozu.  Po zakończeniu wojny przeniosła się do stolicy, gdzie skończyła studia polonistyczne i pracowała w „Głosie Ludu” oraz Polskim Radiu. Współtworzyła bardzo znaną powieść radiową „W Jezioranach”.


Nikt tak jeszcze nie pisał o Auschwitz
To, co od razu rzuca się w oczy czytelnikowi, to sposób w jaki Zofia Posmysz opowiada o obozowej rzeczywistości. Czytałam wiele książek o tej tematyce przez Nałkowską, po Borowskiego i jestem przyzwyczajona do brutalności, ujawniania przerażających szczegółów. Obóz w tych książkach to jedynie zło, śmierć, przemoc, piekło. Zofia Posmysz opowiada o Auschwitz z nutą poetyzmu. Nie myślcie, że opowiada nam, że było tam cudownie i ćwierkały ptaszki. Co to, to nie. Ona próbuje opowiedzieć nam wszystko w sposób obrazowy, ale jednocześnie w miarę delikatny. Są również tematy, o których mówić nie chce i od razu w wywiadzie zastrzega sobie prawo do milczenia.

„Ludzie mogą być nikczemni bez względu na to, w jakim otoczeniu się znajdują. Jednak lepsze otoczenie powoduje, że stają się lepsi. Ale w stanie kompletnego wyczerpania nie myśli się o niesieniu pomocy innym oczekującym wsparcia. Myśli się o sobie.”



„Żeby przeżyć, trzeba przestrzegać reguł obozowej gry. Nie można dać się uderzyć - ¬¬¬bo nie przestaną bić. Trzeba wyglądać w miarę zdrowo - inaczej wezmą na rewir.
I przede wszystkim należy wiedzieć, jak rozmawiać z oprawcami.
Bo nawet kat ma słabości. A ofiara nie zawsze jest bezbronna.”



Zapis rozmów
Cała książka składa się z zapisu rozmów Zofii Posmysz i historyka, Michała Wójcika. Ta dwójka odbyła 15 spotkań, podczas których poruszali różne tematy. O czym rozmawiali? O życiu „przed obozem”, o przyjaźni, miłości, obozowej rzeczywistości, książkach pani Posmysz, o jej relacji z jedną z obozowych gestapo, o życiu „po obozie”. Michał Wójcik zadaje dociekliwe pytania, jest przygotowany do rozmowy, oczytany. Nie raz jednak Posmysz stopuje go, nie zgadza się z jego zdaniem i śmiało i szczerze wyraża własne poglądy. To rozmowa pełna emocji i inteligencji, która bije zarówno ze strony dziennikarza jak i pani Zofii.

Wiara
Wiele osób, które przeżyło obóz straciło wiarę w Boga. Jak bowiem możliwe, że istnieje i pozwolił na takie piekło na ziemi? Zofia Posmysz przyznaje, że to właśnie wiara pomogła jej przetrwać w obozie. Obok rodziny, Bóg był tym co dawało jej siłę i nadzieję.

Przetrwać
Zofia Posmysz opowiada o obozowej rzeczywistości, o tym jakie prace wykonywała, ile przyjaźni miała okazję zawrzeć. Pokazuje jej sposoby na przetrwanie, dzieli się z czytelnikiem swoimi przeżyciami i emocjami. Utkwił mi w głowie fragment o tym, gdy wspomina kiedy, poczuła się obdarta z godności, gdy musiała po przyjeździe do obozu zostać ogolona i umyć się w wielkiej kadzi z brunatną wodą, w której wcześniej kąpało się dziesiątki innych kobiet. Zofia Posmysz przyznaje, że człowiek opuszcza obóz, ale obóz nigdy nie opuszcza człowieka. Tak traumatyczne przeżycia wyciskają dozgonne piętno, które powoduje, że gdzieś z tyłu głowy nadal żyje się w strachu. Autorka opowiada o tym, jak jeszcze kilka lat po wojnie, chowała niezjedzony chleb i robiła z niego suchary w obawie, że kiedyś jeszcze może się przydadzą, że gdy nadejdzie obozowy głód, będzie mogła się nimi ratować.



Literatura obozowa nie jest przyjemna ani prosta w odbiorze. Uważam jednak, że powinniśmy czytać ją, by dowiedzieć się jak najwięcej o piekle, które miało miejsce i, które stworzyli ludzie. Każda taka przeczytana lektura, dodaje czytelnikowi pokory, uczy szacunku wobec życia, jedzenia, wolności. Czuję ogromną wdzięczność, że żyję w czasach kiedy moje dzieci nie muszą obawiać się jutra, chodzą najedzone i mogą cieszyć się małymi rzeczami. Zofia Posmysz, drobna staruszka pokazała, że o obozie można pisać w sposób subtelny, ale dosadny. Ogromnie zazdroszczę Panu Wójcikowi, że miał okazję poznać i rozmawiać z tą niezwykłą kobietą.

Czytaliście już "Królestwo za mgłą"? A może macie za sobą inną książkę Zofii Posmysz? A może w ogóle nie sięgacie po literaturę obozową?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia mi ogromna satysfkację z tworzenia tej strony! Dziękuje!